05.12.2016

List do świętego Mikołaja


Drogi święty Mikołaju!


Piszę do Ciebie list, jak co roku. Mam nadzieję, że tym razem dotrze on do Twoich rąk, bo wychodzi na to, że poprzednie zazwyczaj ginęły. To nie moja sprawa, bo to Twój interes, ale powinieneś zmienić dostawcę korespondencji, ponieważ przez niekompetencję i nieprofesjonalizm innych tracisz swój wizerunek i autorytet, a to tylko krok do zguby. Być może masz też bałagan w sortowni, gdyż dochodzi do częstych pomyłek. Od lat proszę Cię o sprzęt wędkarski, a dostaję skarpety, których mam już pewnie ze sto. Co prawda nie mogę skomponować z nich żadnej pary, ale nie to jest najważniejsze. Przemyślałem pewne sprawy i podjąłem decyzję, że już nie będę prosił Cię o sprzęt, bo już dawno połapałem się, że jeśli nie zapracuję własnymi rękami i sam sobie nie kupię, to nie mam co liczyć na Twoją hojność. Być może masz do mnie jakiś uraz, ale wydaje się, że powinieneś być ponad to, przecież jesteś święty, ja tylko z krwi i kości. Dziwi mnie, że jedni dostają, czego chcą, inni nie. Nie traktuj tego jako zarzut, ale wkurza mnie, że Taki Bogdan dostał w zeszłym roku nowiutką Dacię Logan, a ja - jak zwykle. Gość jeszcze bezczelnie łże, że nie dostał, a kupił! Ciekawe, za co kupił, bo zapewne nie za swoje, raczej za rentę teściowej, która z nimi mieszka. 

W tym roku proszę Cię tylko o przysługę. Wiem, że masz szerokie kontakty, którymi możesz sprawić wiele. Wielokrotnie słyszałem, co potrafisz, więc nie zwódź mnie, nie klucz, nie odmawiaj, bo w przeciwnym razie potraktuję to jako obrazę. Tego byśmy nie chcieli, prawda? Mógłbym też komuś tam napomknąć o Twoich zaniedbaniach. Pamiętaj, na każde Twoje przykre słowo będę miał swoich dziesięć, na każdy krzyk podniosę taki wrzask, takie Ci piekło wyprawię, że na całą okolicę się rozniesie. W naszym kraju mamy teraz wiele zmian, więc wiedz, że na Twoje miejsce znajdą się inni, podobno lepsi. Jeśli się dogadamy, obiecuję, już nigdy nie znajdziesz mojego listu w swojej skrzynce. 

Mikołaju, proszę Cię, żebyś swą mocą sprawił, aby nad moim jeziorem znów pojawiło się życie. Wystarczy, że wrócą tam leszcze i sandacze, to wszystko. Dziś jest tam nieopisanie smutno, ponuro, nie do zniesienia. Przecież pamiętasz, jak wspaniale było tam kiedyś. Nie było hałaśliwych, panoszących się letników, byli wędkarze, pasjonaci. Zawsze jechałem tam pełen nadziei, wiary, głodny przygody. Tęsknota za tym miejscem była nieopisana, wywołująca silne podniecenie, wręcz gorączkę - wszystko to było warte poświęceń. Siła tego miejsca powodowała swoistą obsesję u jednych, opętanie u innych. Dziś to jezioro straszy ponurością swoją i cierpieniem, przeraża nicością. Moja tułaczka po gliniankach, stawach i innych wysoce zorganizowanych miejscach uciech wędkarskich dowiodła, że starych drzew się nie przesadza, bo duszą się, marnieją, usychają. Tego również byśmy nie chcieli, tak? 

Ufam, że tym razem pozytywnie rozpatrzysz moją prośbę, tym samym zyskasz przyjaciela. Na zawsze. 

                                     
                                                                                                                                                Jacek 


02.12.2016

Spinningi Konger World Champion II

Wiele lat temu firma Konger stworzyła serię spinningów, która podbiła serca wielu wędkarzy. Oferta była kompleksowa, ponieważ obejmowała delikatne kije do połowu okoni (Mikros), jak i do polowania na duże ryby łososiowate (Salmon). Zapewne trudno znaleźć spinningistę, który nigdy nie słyszał o kultowym Tangu lub Zanderze. Przyznaję, że mam wielki sentyment do tych wędzisk, ponieważ kij Tango o długości 270 cm jest chyba najszczęśliwszym wędziskiem, jakie dotychczas miałem. Tak, jestem pewien, moje najwspanialsze wędkarsko lata to te, gdy zawsze była przy mnie ta świetna okoniówka. Wielce radosne jest to, że tym stosunkowo delikatnym kijem wyholowałem kilkukilogramowe sandacze i ładnego szczupaka (miał być sandcz, ale niezbadane są wyroki opatrzności). Równie bliski był mi spinning Zander - on również tworzył moją wędkarską historię. Tak się nawet stało, że dwóm kolegom "wcisnąłem" te kije, gdy poszukiwali stosownego sprzętu na sandacze. Z całą odpowiedzialnością można stwierdzić, że cała seria World Champion była i jest bardzo udana, a stosunek ceny do jakości jest fenomenalny. 

Jakiś czas temu, gdy przeglądałem nowości sprzętowe, natknąłem się na coś, w co początkowo nie mogłem uwierzyć, co sprawiło, że mój puls przekroczył krytyczną granicę. Okazało się, że Konger wprowadził drugą generację spinningów o nazwie World Champion. Katalogowy opis producenta jest następujący:

"Doskonały przykład tego, że bardzo dobre może być jeszcze lepsze. World Champion zapisał się w pamięci wędkarzy jako, można śmiało rzec, klasa sama dla siebie. Postanowiliśmy zatem dać drugą młodość wędkom uwielbianym przez rzesze spinningistów. Odświeżyliśmy nieco design pierwszych World Championów, oraz poprawiliśmy ergonomię uchwytu aby móc z dumą zaprezentować Wam serię World Champion II. Wygląd wędek z tej serii wpisuje się w trendy nowoczesnego wędkarstwa, lecz nie odstaje od cenionego poprzednika. Kije uzbroiliśmy w przelotki Fuji Alconite i uchwyt kołowrotka Fuji VSS. Ergonomicznie profilowana rękojeść wykonana jest z eleganckiego korka klasy AA wykończona korkogumą. Stonowane omotki z subtelnym ozdobnikiem kontrastującym z barwą blanku są uzupełnieniem tego eleganckiego wyglądu. Estetyka wykonania tej serii idzie w parze z jej właściwościami użytkowymi. Szerokość oferty pozwoli każdemu wymagającemu wędkarzowi dobrać wędkę zgodnie z jego oczekiwaniami i upodobaniami".

Z zaskoczeniem, ale i radością przyjąłem fakt, że darowano sobie teksty o modułach, sprężystościach, tonach nacisku na matę węglową w procesie produkcyjnym, rdzeniach, domieszkach alchemicznych związków i tym podobnych frazesach bez pokrycia. Ile to już razy nabierano nas na takie numery, ech! W tym wypadku bazowano na tym, co osiągnięto wcześniej. Podoba mi się taka taktyka, nawet bardzo.

Wychodzi na to, że są to zupełnie inne kije od swoich poprzedników, bo ich masa jest niższa, są uzbrojone w lepsze przelotki i w lepszy uchwyt. Wykończenie, estetyka również jest na wyższym poziomie. Cóż, nie dziwi cena, bo jest również  wyższa. 

Ciekawe jest to, że nie wszystkie stare modele poddano transformacji. Dotychczas oferowane były (nadal są) następujące modele spinningów Konger World Champion: Elvis, Mikros, Tango, Dancer, Impuls, Turbo, Kobalt, Classik, Zander, Salmon.

Po przebudowie są natomiast dostępne następujące wędziska: Tango, Dencer, Impuls, Turbo, Kobalt, Classic, Zander, Salmon. Wniosek jest prosty, nie uwzględniono Mikrosa i Elvisa. Szkoda. 

Biorąc pod uwagę cenę spinningów i to, co za nią otrzymujemy, wypada się cieszyć, bo w tym wypadku również można mówić o dobrym stosunku ceny do jakości. Moim faworytem jest model Zander o długości 285 cm i ciężarze wyrzutowym do 35 gramów. Wydaje mi się, że szybko zaprzyjaźnię się za tą sandaczową wklejanką. Stary Zander był troszeczkę ciężki, ale znosił wiele - tak przy wyrzucie, jaki i przy holu. Dane katalogowe kija dają nadzieję na nową jakość, bo waga 165 gramów przy długości 285 centymetrów to świetny wynik. Oczywistym jest, że nie mogę się doczekać, ale to zrozumiałe. Zapewne z tego nie będę musiał sie tłumaczyć, przynajmniej taką mam nadzieję. Sandacze, drżyjcie!

Cóż, wędziska te nie należą do najtańszych, więc trudno spodziewać się, że trafią do wielkiej ilości wędkarzy. Zapewne nie przebiją popularnością swoich tańszych poprzedników, ale to chyba nie jest największym problemem, jeśli w ogóle jest jakimkolwiek problemem. Ważne, że mamy z czego wybierać, co autentycznie cieszy. Oby więcej takich niespodzianek ze strony innych producentów.







29.11.2016

Hu, hu, ha! Idzie zima zła!

Pierwszy śnieg uzmysłowił mi, że czas już przestać się łudzić i oszukiwać, bo to już koniec "normalnego" wędkowania. Czas zabezpieczyć sprzęt, tym samym przygotować  go do przetrwania zimy. Zimy, która, moim zdaniem, jest największym nieszczęściem naszego klimatu. Żeby to jeszcze obowiązywały jakieś sensowne zasady, czyli terminowość, umiarkowanie, względna łagodność, a nie tak, że dostajemy trzy godziny dnia, sto kilogramów błota na wycieraczce i mróz, który usztywnia wszystkie członki (prawie wszystkie).  Niczego tak nie żałuję jak tego, że nigdy nie polubiłem zimy i łowienia podlodowego. Tym samym skazałem się na katusze związane z nieznośnie dłużącą się przerwą w wędkowaniu. Depresja, nerwica, otępienie - każda zima wygląda tak samo i niesie te same emocje. Może tylko z tą różnicą, że każda kolejna jest gorsza od poprzedniej. Wiele oddałbym za skuteczne lekarstwo, a jeżeli nie lekarstwo, to przynajmniej narkotyk, który zagłuszyłby tęsknotę za wiosną. Gdybym zimą zrealizował chociaż część planów, które obmyśliłem latem, to byłbym wędkarzem spełnionym. Niestety, nie jestem optymistą, widoków na zmianę tego stanu rzeczy nie widzę. Już dawno przestałem się łudzić i oszukiwać samego siebie. Gdy przychodzi mi do głowy głupi pomysł, żeby przemóc się, zaryzykować, natychmiast karcę siebie, mówiąc głosem niecierpiącym sprzeciwu: Znów zaczniesz wygrywać zębami różnorodne melodie, opróżnisz termos z kawą czy herbatą, zjesz kanapki i zaczniesz marudzić. Daj spokój, nie kompromituj się! 

Zazdroszczę tym wędkarzom, którzy nic sobie nie robią z przeciwności losu, realizując swoją pasję cały rok. Gdy widzę tych ludzi lodu i śniegu, z pięknymi okoniami, to moja zazdrość przeradza się w najzwyklejszą, bezinteresowną wędkarską zawiść. Tak! Zawsze jednak przychodzi opamiętanie, a mój podziw dla tych ludzi nie ma granic. 

Uważam, że pewne sprawy powinny inaczej wyglądać. Lód powinien pokrywać wodę latem, tak na dwa, góra trzy tygodnie. To byłoby coś! No, wtedy byłby raj. Rozstawiłoby się fotel, wywierciłoby się otwór w lodzie, zapuściłoby się w głębiny jakiegoś twistera, pogoniłoby się okonie czy sandacze. Marzenia to piękna rzecz, fakt.
Co pozostaje cierpiącemu człowiekowi? Zapewne to, co pomaga na tego typu przypadłość, czyli jakieś tam zakupy w sklepach wędkarskich, fora skupiające podobnych sobie cierpiętników, snucie planów na nowy sezon. Nie od dziś wiadomo, że nowy sezon będzie kapitalny. Aż do zimy, to oczywiste.

Sezon na "ale napadało tego cholernego gówna", "ale efektowny gil zwisa mi z nosa", "kochanie, nie uwierzysz, ale się wypieprzyłem" - uważam za uroczyście otwarty.